Zmiana kategorii – Cz. II – Kolejny sezon 2018

Długo nie wiedziałem jak zaplanować ten sezon. Z jednej strony chciałbym znów walczyć o życiówki, poprawiać rekordy, ale z drugiej strony „zmiana kategorii” powodowała że zacząłem się zastanawiać czy rzeczywiście w tej gonitwie za sekundami uczestniczyć.  Myślę że powstał pewien kompromis, który opiszę za chwilę.

Chciałbym się jednak na chwilę zatrzymać. Otóż jesienią sprawiłem sobie narty skiturowe. Pomyślałem, że to fajne urozmaicenie zimowego treningu do biegowego sezonu. I pewnie tak jest. Ale okazało się że odkrywanie zimowych gór na skiturach to niesamowita przyjemność sama w sobie. Zauroczyło mnie. Na nartach zjazdowych jeżdżę od dziecka, ale pokonywanie wzniesień w drugą stronę to dla mnie nowość. W zeszłym roku w Tatrach, w tym trochę w Alpach, zasmakowałem w zimowy pejzażu gór, we wspinaczce pośród białego puchu i wysokich szczytów. Chwile obcowania z pięknymi i groźnymi szczytami i ta cisza jaka towarzyszy twojemu wysiłkowi… Tak, góry zawsze były mi miłe, stąd wszak biegam ultra górskie, ale góry zimą odkrywam teraz i zostawia to we mnie ślad bardzo mocny. W styczniu trochę udało mi się w słowackich Tatrach na kursie wysokogórskim uzupełnić braki z wiedzy o technikach wiązania i w zakresie lawinowym, a potem w lutym na Turbaczu pobiwakować pod namiotem.

Wreszcie w ubiegłym tygodniu zadebiutowałem na zawodach skiturowych.  Tak już mam, że potrzebna mi jest rywalizacja, to mnie motywuje i daje energię. Jestem zauroczony, bardzo trudny, męczący sport ale jaki piękny ! Nastawiałem się tylko na ukończenie, w rezultacie zająłem 66 miejsce na ponad 160 uczestników, ale przede wszystkim cieszę z tego nowego doświadczenia.

Zobaczymy co z tego będzie.

A potem zaczynamy bieganie. Jedna ważna impreza na wiosnę i jedna jesienią. Najpierw Biegi w Szczawnicy, czyli Wielka Prehyba. Słyszałem dużo dobrego o tej imprezie, a do tego w tym roku to Mistrzostwa Polski, więc chętnie sprawdzę to osobiście.

Na koniec wakacji, uczta dla duszy i ciała czyli Tatry. Wybrałem trasę Ultrajanosik 110 m, i ponad 4000 m przewyższeń. Start w Strebskim Plesie , potem poprzez Tatry Bielskie aż do mety nad Jeziorem Czorsztyńskim. Przepiękna trasa.

A jesienią zaplanowałem coś specjalnego. Bardzo się na ten bieg cieszę. Glen Coe Ring of Sky. 30 km ale 4000 pod gorę. Przepiękne miejsce pod Ben Nevis. Chyba najpiękniejsze w całej Wielkiej Brytanii. i do tego te niesamowite góry które pomimo tego że rzadko sięgają powyżej 1000 metrów, to wyrastają z poziomu samego morza i są cholernie trudne i wymagające.

Te zawody to też przedsmak tego co czeka mnie za rok w 2019 roku, kiedy podejmę drugą próbę pokonania Dragon’s Back Race. Obszerniej o tych zawodach w moich relacjach: dzień 1, dzień 2 i dzień 3.

Na koniec znów wracam na Łemkowynę. Tym razem kolejny dystans i 48 kilometrów do przebiegnięcia. Fajnie by było ukończyć kiedyś wszystkie dystanse.

Ale wracając do tego od czego zacząłem, tzn. „zmiany  kategorii” z 30 na 40, tak jak już pisałem skłania mnie to do wielu przemyśleń. Gdzieś tam w głowie tli się pomysł zrobienia czegoś innego nie w formule zawodów, ale samotnie, nie wiem jeszcze czy i kiedy, ale przebycie GSB postawiłem sobie za swój cel już bardzo dawno temu, być może ta byłby dobry prezent na czterdzieste urodziny… jak myślicie ?