Zmiana kategorii – Cz. I – Podsumowanie 2017

No i ten rok w końcu nadszedł. Szczególny rok w życiu nie tylko prywatnym ale i sportowym. Zmiana kategorii z 30 na 40. Niby nic, ale jednak znak mijającego czasu. To zmusza do podsumowań. Ale to także nowy etap. Od kiedy wróciłem do sportu po długiej przerwie mija 10 lat. Start w moim pierwszym maratonie w 2008 roku, zabrał mi prawie 5 godzin, potem było coraz biegania i coraz więcej zawodów. Maraton ukończony w czasie 3:06, ale tak przy okazji, bo większość moich startów to ultra i góry. Teraz nie startuję już tak często. Staram się wybierać to co ciekawe, ekscytujące, no i regeneracja już nie taka jak kiedyś. Miniony sezon nie obfitował w wiele zawodów, ale jestem z niego zadowolony.

Początek ubiegłego roku to bardzo przyjemne i szybkie ściganie się na orientację w Warszawie. Krótkie trasy i miejska sceneria. Lubię bno i sprawiło mi to dużo frajdy. Z każdym etapem cyklu miałem lepszy wynik i było to bardzo satysfakcjonujące.

Potem trochę asfaltu, Bieg 12 godzinny z rekordem życiowym i kolejna nieudana próba ataku 3 godzin podczas Cracovia Maraton (3:06).

W maju moje ulubione ultra i zarazem ulubiony bieg na orientację. Kierat. Chyba można powiedzieć, że legendarne zawody. Brałem w nich udział wiele razy, kilkukrotnie opisując również to na tym blogu. Niepowtarzalna atmosfera i wielka przyjemność. W tym roku organizatorzy dokonali dwóch zasadniczych zmian. Zmieniło się miejsce startu oraz ilość przewyższenia. Moim zdaniem obie zmiany pozytywne. Ukończyłem na  18 miejscu z czasem 19 h 2 min. Nie było to moje najlepsze miejsce podczas tych zawodów, ale byłem ze startu zadowolony.

Kolejny start to Śnieżka x 3. Urokliwy Karpacz i przepiękna Śnieżka. Zawody trudne i dla mnie bardzo pechowe. Na pierwszym zbiegu już w samym Karpaczu miałem przewrotkę i tylko dzięki szybkiej i profesjonalnej pomocy ze strony Straży Pożarnej (w osobie dwóch miłych Pań), mogłem biec dalej. Ukończyłem. Cieszyłem się z tego. Ale wynik nie był już taki jak oczekiwałem.

W sierpniu nadszedł czas na imprezę docelową. TDS w ramach UTMB w Chamonix. Czyli 120 km i ponad 7000 m przewyższenia. Sześć lat temu ukończyłem CCC (100 km), cztery lata temu UTMB (170 km), a dwa lata temu zszedłem z trasy TDS. Przyjechałem więc w tym roku wyrównać rachunki. Udało się. Możecie poczytać TUTAJ.

Jesienią z przyjacielem wystartowaliśmy w Rajdzie przygodowym. Rower, kajak, bieg. Wszystko na orientację. Właściwie powrót do sportu zaczynałem od rajdów przygodowych, potem MTB i dopiero potem bieganie. Ale 10-14 lat temu sporadycznie brałem udział właśnie w rajdach przygodowych i muszę Wam powiedzieć, że uwielbiam to do dzisiaj. Myślę że moja aktywność będzie ewoluowała właśnie w tym kierunku. Mniej masowych biegów które stają się „przemysłem do zarabiania na biegaczach którzy odkryli w sobie powołanie do ultra” a więcej rajdów, przygody i świetnej zabawy. Oczywiście fakt że to zabawa nie wyklucza że rajdy są wyjątkowo wyczerpujące. Tak było i tym razem, po kilkunastu godzinach na trasie i przebyciu ok 170 kilometrów, zameldowaliśmy się na mecie jako 5 drużyna męska , kompletnie wyczerpani. Było naprawdę wyśmienicie.

Sezon zakończyłem inną imprezą w której startuję od samego początku jej istnienia. Mam na myśli Łemkowynę. Jestem pod wrażeniem jak profesjonalnie jest organizowana od pierwszej edycji i jak profesjonalnie się rozwija. Oczywiście ma to swoje minusy. Wraz z masowością i popularnością ginie jej wyjątkowy klimat, ale co zrobić. Tym razem wybrałem krótszą trasę – 70km (poprzednie 3 edycje startowałem na dystansie 150  km). Chciałem to co zwykle pokonywałem po ciemku zobaczyć w świetle słońca. Nie zawiodłem się. Beskid Niski to chyba najbardziej malownicze pasmo Beskidów. Całą trasę pokonywałem ciesząc się że tam jestem. Zaowocowało to całkiem dobrą jak dla mnie 16 pozycją na mecie.

W sumie udany rok. Na pewno jestem zadowolony z TDS i Łemkowyny. Nie udało się natomiast złamanie „trójki” i start w Karpaczu.

W drugiej części o planach na rok 2018 …