Wietrzny Kraków

Przy wyborze Krakowa decydujący był termin, ale może nie tylko… Miło jest biec nad Wisłą, obok Wawelu czy przez Rynek Główny… Ale to przede wszystkim termin jest bardzo dogodny. Nie znoszę ciepła , więc temperatura w połowie marca jest zwykle taka jak powinna być. W tym roku było 4 stopnie. I super. ubrany na krótko, tylko lekko się spociłem , a organizm doskonale się chłodzi. I pić się tak nie chce .. 🙂

Brałem udział w Półmaratonie Marzanny,  3  lata temu. Potem biegałem „połówkę” 2 lub 3 razy w Dąbrowie, w tym roku jednak kolidowała mi z Maratonem w Lodzi, więc padło znów na Kraków. Tydzień wcześniej startowałem kontrolnie na 10 km (tu relacja) i niezbyt byłem zadowolony, więc przyjechałem pełen obaw.

IMG_0891

Pogoda na starcie była wyśmienita, temperatura oscylowała wokół 4-5 stopni, więc jak dla mnie idealnie, martwił mnie tylko ten mocny wiatr, na trasie jest sporo nieosłoniętych odcinków, a biegnąc poniżej 4 min na km, nie ma tak wielu osób żeby sie schować w tłumie, a zwykle i tak to są zawodnicy niżsi i szczuplejsi ode mnie więc ciężko 🙂

Odebrałem pakiet, przebrałem się i spokojnie zrobiłem rozgrzewkę (lubię jak mam czas żeby porządnie i bez pośpiechu się rozgrzać), ustawiłem się w strefie oznaczonej 1:25 i niestety zanim bieg został wystartowany musiałem wysłuchać kilku zupełnie nie udanych dowcipów pana Marcina Dańca, który parał się przed startem konferansjerką, zupełnie niepotrzebnie… dodam tylko, że po sygnale startowy krzyczał do mikrofonu; falstart , falstart ! Ale tłum ruszył…

IMG_0895

Ruszyliśmy. Trochę zaniepokojony słabym startem z przed tygodnia, trzymałem na początku ostrożne 3:56. Dopiero nad Wisłą gdzie w stronę Kazimierza mieliśmy wiatr w plecy pozwoliłem sobie trochę przyspieszyć i te kilometry biegłem w okolicach 3:50 min. Zaraz po zmianie brzegu Wisły z międzyczasu na 10 km wychodziło mi że życiówka powinna zostać złamana o jakieś pół minuty. Jednak wtedy zaczęły się schody…

Wiatr nad rzeką był dość silny i w tą stronę wiał prosto w twarz. Do tego kilka podbiegów na wał i coraz trudniej było trzymać tempo, choć jeszcze trzymałem. Przez Rynek Główny z głową pełną wspomnień z dzieciństwa, przebiegłem szybko i w euforii. Było nieźle, za mną już kilkanaście kilometrów a ja nie czułem dużego zmęczenia, żadnych kryzysów, zupełnie inaczej niż tydzień temu. Niestety jak minąłem Wawel i z powrotem wbiegłem nad Wisłę, w twarz znów uderzył mnie silny i porywisty wiatr. Tam tempo na dwóch kilometrach spadło do ponad 4 min. na km. Próbowałem przyspieszać a zwalniałem…

IMG_0907

Tam nad Wisłą właśnie na 17-18 kilometrze została pogrzebana moja życiówka. Kiedy byłem z powrotem na Błoniach nie miałem już na tyle siły żeby te 20-25 sekund nadrobić. Na metę wbiegłem z czasem 1:23:25.  (dokładnie co do sekundy tak jak 3 lata temu !!). Zadowolony. Co prawda to czas gorszy od mojego najlepszego o 27 sekund, ale trasa w Krakowie nie jest wcale najłatwiejsza, a wiatr był mocny. Przede wszystkim jednak byłem zadowolony bo w czasie biegu naprawdę dobrze się czułem, a ten półmaraton to przecież tylko próba przed ważniejszym cele tj. maratonem za miesiąc. A maraton to też tylko sprawdzian przed górskimi ultra…