Rodzinnie

Zwykle nie opisuję tego rodzaju startów na blogu, ale córka coraz starsza, więc coraz częściej startujemy w zespole. Dlatego dzisiaj krótko o VIII Rajdzie Miejskim w Katowicach organizowanym jak co roku przez Marcina Franke.

W rajdach przygodowych startuję od ponad 10 lat, jednak dopiero od jakiegoś czasu kiedy organizator przewiduje trasę rodzinną, moja 9 letnia Ola domaga się wspólnego startu. Oczywiście robię to z przyjemnością. Za tydzień co prawda start w Mistrzostwach Polski w biegach górskich w Szczawnicy, ale myślę sobie, że taki ostatni mocny trening  przyda się.

Tym razem było to Rajd Miejski w Katowicach, trzy lata temu braliśmy już udział zajmując 1 miejsce – tutaj relacja. Tegoroczna formuła startu bardzo mi odpowiadała. Dziecko w wieku ucznia szkoły podstawowej może jechać na rowerze a przynajmniej jedna osoba (czyli ja) musi biec. Jest to formuła optymalna dla nas, ponieważ Ola jeździ już na rowerze bez problemu szybciej niż ja biegam, więc ja mogę biec tak szybko jak umiem i nie muszę zwalniać czekając na nią.

W dniu startu  zamówiona była wyśmienita pogoda. Ciepło, słonecznie, ale nie upalnie. Dopisała też frekwencja, na starcie ponad 700 zawodników, a w kategorii rodzinnej ponad 100 drużyn. Baza zawodów i start zlokalizowano w kompleksie AWF przy ulicy Kościuszki. Na początek odprawa i rozdanie map na sali gimnastycznej i moja obawa, że jak tylko niektórzy dostaną mapę do ręki to pognają nie czekając na oficjalny start. No i rzeczywiście, choć organizator mówił żeby czekać na start przed halą, pewna liczba osób uciekła. Wierzę że nie doczytali regulaminu a nie, że chcieli oszukać. Ja te kilka minut wykorzystuję na analizę mapy i punktów kontrolnych. Z zaprzyjaźnionym zespołem dochodzimy do wniosku, że najlepiej rozpocząć od najdalej położonego punktu kontrolnego- czyli PK 11 –  i zadania związanego z kajakami, tak żeby uniknąć „korków” na punktach, co może być (i jak się okazało było) kluczowe w uzyskaniu dobrego czasu. Z kilka minutowym opóźnieniem po godz. 9.30 ruszamy.

Najpierw w stronę byłego Alma, potem obok szpitala i sądu, obok Mc Donalda i BP , przez parking 3 stawów ja wbiegam, a Ola wjeżdża na pierwszy punkt po około 20 minutach od startu. Średnia wyszła 4:00 min. na km czyli nieźle. Na szczęście jeden kajak jest wolny, więc od razu wsiadamy i ruszamy podbić 3 punkty z wody. Po 8 minutach jesteśmy z powrotem na lądzie i ruszamy do PK6.

PK6 znajduje się niedaleko, ale niestety nastręcza nieoczekiwanych problemów. Samo dojście do punktu zajmuje 3 minuty, ale na miejscu spędzamy ponad 5. Punktu szuka już z 5 czy 6 zespołów, ale punktu nie ma…  Ktoś zdjął albo nie powiesił (później został punkt dowieszony). Robię zdjęcie na potwierdzenie obecności i ruszamy do PK1, który jest blisko trzeba tylko zbiec/zjechać z górki. Od startu minęło już ponad 37 minut. Szybko idzie.

Dalsze w kolejności to dwa punkty w lesie bez żadnych zadań. PK2 i PK3, zbieramy je bez większych problemów i po 45 minutach wpadamy na kolejny PK7, czyli zadanie linowe. Na to Ola czekała. Żeby zaliczyć wystarczy żeby jedna osoba przeciągnęła się na linie nad stawem, ale Ola tak cieszyła się na zadanie linowe, że robimy to oboje. Szybciej byłoby gdybym tylko ja zaliczył, ale nie ma kolejki a podstawa to zabawa, więc Ola też przeciąga się na tyrolce. Całość zabiera nam około 9 minut i ruszamy dalej.

Wyciągam nogi bo do PK12 jest kawałek i można się rozpędzić. Meldujemy się w 57 minucie zawodów. Zadanie specjalne – crossfit. No i bardzo fajnie. Ciekawe zadanie – inne dla dorosłego, inne dla dziecka. Niby chwila, ale zmęczone nogi czują ciężar skoków przez skrzynię i biegu z obciążeniem. Po wykonaniu naszych zadań, co zajmuje nam jakieś 4 minuty, lecimy w stronę PK4. Ola lekko zmęczona, ale dzielnie nie zwalnia.

Tam docieramy po 1 godzinie i 6 minutach od startu i czeka na nas zadanie sprawnościowe. Niestety wygląda tylko łatwo. Obręczami których jest 10 trzeba trafić na wbity patyk. Każde z nas rzuca po 5. Niestety… nikt nie trafia żadnym. Sędzia wpisuje nam 10 minut karnych. Co zrobić bywa i tak.

Przed nami PK 8 w szkole, na który dotarcie zabiera nam niecałe 5 minut. Zadanie na punkcie zlokalizowanym na szkolnym placu zabaw przeznaczone jest raczej dla młodszych zawodników, ale wykonać muszą wszyscy członkowie zespołu, co też czynimy i spieszymy się dalej.

Po godzinie i 17 minutach, docieramy do PK13. Lubię zadania logiczne na rajdach. Trzeba uspokoić tętno i przestawić się na zupełnie inny rodzaj wysiłku. Zadania nie są trudne, ale jednak chwilę trzeba się zastanowić. Dorosły dostaje inne zadanie, a dziecko inne. Na szczęście obojgu udaje nam się rozwiązać bezbłędnie i  tym razem nie zaliczamy żadnych punktów karnych. Ale jak się okazuje to zadanie zabiera nam najwięcej czasu ze wszystkich , bo ponad 11 minut.

Teraz na nas czeka jeszcze tylko jedno zadanie, ale za to trzeba podbić jeden punkt z mapy głównej (PK9) i 6 z mapy szczegółowej. Mapy mamy wspólne z inna trasą – pieszą, więc jest na nich zaznaczonych trochę więcej punktów niż te które mają podbić zawodnicy trasy rodzinnej. Ja już jestem dość zmęczony i niestety tracimy 5 minut na szukanie punktu, który nie jest nasz…

Na ostatnim zadaniu pod pomnikiem, meldujemy się po 1 godzinie i 46 minutach od startu. Zadanie jest proste i przypomina mi zabawy weselne. Tak czy inaczej, szybko się z tym uporaliśmy i pozostaje nam podbić kilka brakujących punktów i możemy szybko gnać do mety.

Wbiegamy na salę gimnastyczną i oddajemy kartę o godzinie 11:31.tj. około 1 h i 57 minut – czyli mieścimy się w dwóch godzinach. A poza tym jesteśmy pierwsi ! Na razie nikogo nie ma. Mamy jednak 10 minut karnych więc siadamy na trawie przed halą i czekamy cierpliwie 10 minut. Nikt się nie pojawia. Jeśli sędziowie zaliczą nam wszystkie punkty –  a taką mamy nadzieję, bo wszystkie pola podbiliśmy – to wygraliśmy !!

Oficjalne ogłoszenie wyników następuje kilka godzin później. Stajemy na najwyższym stopniu podium. Cieszymy się. Wszak było ponad 100 drużyn. Sądząc po czasach, większość zespołów potraktowała udział jako sobotni spacer i aktywny wypoczynek, można i tak. My się lubimy ścigać. Wszak to zawody.

Podsumowując kolejna świetna impreza organizowana pod szyldem Silesia Adventure Sport. Dlatego dziękujemy organizatorom i obiecujemy, że znów wrócimy. Gratulacje należą się wszystkim którzy w ten sposób postanowili spędzić wolny czas, wyjść z domu i zmierzyć się z mapą i zadaniami.