Nowy sezon, nowe wyzwania.

Już styczeń. Kto nie wziął się porządnie do roboty przed nowym sezonem, ten nie ma na co czekać. Do tego plany, plany, plany. Nie inaczej u mnie. W zasadzie kalendarz już dopięty. Poniżej  o moich planowanych startach.

W styczniu i lutym jeszcze w ramach treningów  biorę udział w cyklu miejskim biegów na orientację. To naprawdę niezła zabawa i może być urozmaiceniem treningu. Nie dość że trzeba szybko biec to jeszcze szybko myśleć. Jest wyzwanie ! Ale pierwsze starty na serio, to tak jak zawsze asfalt. W tym roku planuje 2 starty uliczne zanim na dobre, na resztę roku przeniosę się w góry.

Na początek zawody do których mam wielki sentyment. Międzynarodowy Bieg 12 h w Rudzie Śląskiej. Tutaj zaczynałem ultra. Na tych zawodach czuję się jak w domu. Atmosfera jest rodzinna, a większość uczestników, się zna. Nie przeszkadza to temu, że wyniki są bardzo wyśrubowane, bo zjeżdża czołówka ultrasów z Polski, w tym członkowie naszej reprezentacji w biegach ultra. Trasa w centrum Rudy Śląskiej ma zwykle około 1300 metrów i uczestnicy pokonują ja kilkadziesiąt (najlepsi ponad sto) razy w ciągu 12 godzin. Cel minimum to 125 km, a czym więcej zbliżę się do 130 tym większy będzie sukces. Zwykle podczas zawodów, które odbywały się poźniej było bardzo gorąco. Tego roku, mam nadzieję, że będzie chłodniej. Bardzo cieszę się na ten start.

Pod koniec kwietnia moja kolejna, czwarta próba pokonania trzech godzin w maratonie. Z uwagi na zajęty kalendarz w innych miesiącach zdecydowałem się powrót do Krakowa, czyli Cracovia Marathon. Trasa bardzo ładna, choć niestety ma ten sam minus co Półmaraton Marzanny, w pewnej części jest nad Wisłą i może nieźle wiać. No i jak zawsze wiele zależy od pogody. To już 30 kwietnia więc może być naprawdę bardzo ciepło. Nigdy nie przygotowuje się stricte do maratonu, zawsze biorę go „z biegu” w trakcie przygotowań do ważniejszych dla mnie imprez, tak będzie i w tym roku. Dlatego nie jak mi się uda tym bardziej będę zadowolony, jeśli nie to będę próbował dalej. Tak czy inaczej jeden klasyczny płaski maraton lubię w ciągu sezonu pobiec.

W maju znów podróż  sentymentalna – Międzynarodowy Maraton Pieszy – Kierat. Impreza w której starowałem już wiele razy. Tutaj – 2015, i tutaj – 2013,  pisałem o poprzednich startach. Jest jakaś magia, jak magnes przyciągająca do tych zawodów. 100 km na orientację po górach Beskidu Wyspowego. Ten niepowtarzalny klimat sprawia, że jeśli w jednym roku nie startuje w Kieracie, to w następnym muszę przyjechać bo normalnie tęsknię. Dlatego bardzo się cieszę, że na ten start. Chyba oprócz TDS najbardziej w całym sezonie. A czas ? To zawody na orientację, więc zawsze wielka niewiadoma. Moja najlepsza pozycja to 11 miejsce w 2013 roku. Fajnie byłoby dostać się do pierwszej dziesiątki.

Następny start do dla mnie nowość. 3 x Śnieżka czyli dystans 55 km , 3000 metrów przewyższenia i trzykrotne wbiegnięcie na ten piękny szczyt. Starowałe kiedyś z Karpacza w Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim, tam pokonywaliśmy grań aż do Jakuszyc, teraz będzie bieganie tam i z powrotem.  Lubię Karpacz i lubię Śnieżkę. Uważam że będzie to dobry sprawdzian przed Alpami. Jetem ciekaw tego biegu. Opinie uczestników o organizacji są bardzo pochlebne, mam nadzieję że i ja po ukończeniu będę się mógł do nich przyłączyć.

No i czas na start sezonu – The TDS (Sur les Traces des Ducs de Savoie), czyli najtrudniejszy bieg imprezy obok UTMB. To moja czwarta wizyta w Chamonix. W 2011 roku, ukończyłem CCC, dwa lata poźniej dobiegłem do mety UTMB (relacja) , a w 2015 roku wycofałem się właśnie z TDS. Jadę więc dokończyć niedokończone sprawy. Mam nadzieję w ten sposób skompletować ukończenie tych 3 trudnych biegów, a może kiedyś wrócić na OCC lub nawet PTL. Przede wszystkim mam jednak nadzieję na dobrą zabawę (czytaj: mega wycisk w pięknych górach). Alpy są bowiem naprawdę piękne a trasa TDS dosyć trudna. Osobiście uważam ją za trudniejszą technicznie od UTMB, jest dużo przewyższeń a ścieżki są bardziej kamieniste i węższe. Ok, w porównaniu do tego co przeżyłem podczas Dragon’s Back Race to i tak spacer, ale jednak wysiłek będzie ogromny. Tym bardziej że nieśmiało myślę o finiszu poniżej 24 godzin, co wcale nie jest takie łatwe.

Na koniec sezonu znów Łemkowyna Ultra Trail. Tym razem jednak chcę pobiegać trochę szybciej, co się wiąże ze zmniejszeniem dystansu. Wybrałem więc trasę z Chyrowej do Komańczy – 70 km. Ciekawie będzie przebiec tą część trasy w dzień, bo zwykle w znacznej mierze jest pokonywana w nocy. Druga połówka uchodzi za obiektywnie łatwiejszą (choć dla uczestników dystansu 150 jest duuuużo trudniejsza). Mam więc nadzieję na dobre ściganie  i dobry czas na mecie w Komańczy. Łemkowyna jest ciągle fantastycznym festiwalem biegowym. Biorę udział w niej od pierwszej edycji – która jednak miała w sobie coś szczególnego ze względu na większą kameralność, teraz to straszna masówka. Mam nadzieję, że nie przerodzi się nigdy w coś na kształt Rzeźnika, czyli komercyjny kombajn do robienia kasy.

No i to cały rok. Czas zatem na naprawdę ciężką pracę. Będę od czasu do czasu pisał jak przygotowania i starty. Do zobaczenia na trasach biegowych !