Dragon’s Back Race

BREAKING NEWS !!

Wracam na Smoka w 2019 !!!

NIEOCZEKIWANA INSPIRACJA

W 2013 roku byłem na Festiwalu Filmów Górskich w Lądku Zdroju. Tak się złożyło, że Festiwal tego roku obfitował w filmy związane ze sportem w tym głównie z bieganiem. Wśród nich był TEN film.
Mam na myśli film, który opowiadał o nieznanym mi wcześniej biegu etapowym w górach Walii, którego w 1992 roku odbyła się pierwsza edycja, a następna w roku 2012 – Dragon’s Back Race.
300 km i 16 000 metrów przewyższenia w ciągu 5 dni. Byłem zupełnie oczarowany. Gdzieś z dala od dużych miast, wśród malowniczych wzgórz głównego masywu górskiego Walii, kilku dziesięcioro odważnych walczyło z niezliczonymi trudnościami. Jest to bieg inny pod każdym względem. Długi, niesamowicie trudny jeśli chodzi o rzeźbę terenu, niezliczone podbiegi i karkołomne zbiegi, do tego cały czas z mapą i kompasem, gdyż z założenia jest to bieg na orientację. Kocham biegać, kocham góry i bardzo lubię robić to właśnie z mapą i kompasem. Oglądałem film, słuchałem niesamowicie zmęczonych ale szczęśliwych zawodników i wiedziałem – wyczytywałem to z ich twarzy, że biorą udział w czymś absolutnie niepowtarzalnym.

Snowdonia

Przeniosłem się pomiędzy nich i marzyłem, że jestem tam i biegnę. Bez wątpienia obrazy które zobaczyłem wywarły na mnie nieusuwalne piętno. Dopiero kilka tygodni później, po powrocie do domu zaglądnąłem na stronę organizatora… okazało się że w 2015 roku będzie kolejna edycja … Pamiętam jak kiedyś jeszcze w szkole dostałem puzzle ze zdjęciem Le Mont Saint Michel. Kiedy spoglądnąłem na zdjęcie, wiedziałem że muszę tam pojechać. Pojechałem kilka lat później. Uczucie kiedy stałem tam u stóp miasta wczesnym świtem, to uczucie kiedy marzenie staje się rzeczywistością. Tak samo jest z Dragon’s Back Race, kiedy oglądnąłem film, wyścig stał się moim abstrakcyjnym marzeniem, kiedy okazało się, że ponownie się odbędzie, wiedziałem że muszę tam jechać. Dopiero jednak kiedy wybrano mnie po dokonaniu selekcji do grona uczestników jako pierwszego i jedynego Polaka, marzenie stało się bardzo realne.

PODSTAWOWE ZAŁOŻENIA BIEGU

Trasa legendarnego biegu Dragon’s Back Race™ prowadzi głównym masywem Walii z Zamku Conwy na północy do Zamku Carreg Cennen. To nieprawdopodobna 5 dniowa podróż o długości około 300 kilometrów i sumie wzniesień 16 000 metrów, poprzez dzikie bezdroża, górzystym terenem. Pierwszy wyścig Dragon’s Back Race™ miał miejsce w sierpniu 1992 roku i od razu stał się legendą wśród biegaczy górskich i ultramaratończyków na całym świecie. Druga edycja odbyła się w sierpniu 2012 roku. The Dragon’s Back Race™ jest uznawany za jeden z najtrudniejszych biegów górskich na świecie. Tego roku odbędzie się w dniach od 22 do 26 czerwca. Wyścig składa się z 5 etapów i jest rozgrywany w formule biegu na orientację. Najkrótszy z nich ma w optymalnym wariancie 50 km, a najdłuższy 69 km. Przy czym ten najkrótszy wcale nie będzie najłatwiejszy , gdyż organizatorzy sumę podejść szacują na 3 800 metrów. Organizator ostrzega, że większość terenu to obszary dzikie, bez wyznaczonych ścieżek, trudne technicznie do biegania.

PRZED BIEGIEM

Marzę o tym biegu, ale jednocześnie boję się go. W Walii nie ma wysokich gór. Wysokości nie są tak zawrotne, jak te które pokonywałem w Alpach podczas UTMB. Ale to nie znaczy że będzie bieganie po płaskim. 16 000 metrów podejść, oznacza w zasadzie prawie cały czas wspinaczkę o ile nie będę zbiegał. To oznacza że każdy z etapów to nieustanne , naprzemienne podejście i zejście. Poprzez błota, skały, zarośla… wszystko przecież nie będzie odbywać się po oznakowanej dla nas trasie. Dostaniemy tylko mapy z naniesionymi punktami kontrolnymi, a naszym zadaniem będzie cały czas nawigować. To jest proste na początku, kiedy zmęczenie fizyczne rośnie, koncentracja drastycznie spada. W tamtym terenie błąd nawigacyjny oznacza olbrzymie spadki wysokości, które później trzeba będzie nadrobić. A do tego spodziewam się terenu naprawdę trudnego technicznie. Nie będzie udeptanych ścieżek. Nastawiam się na ślizganie się po stromych zboczach w błocie jeśli będzie deszcz. Nastawiam się na twarde, niebezpieczne skalne wspinaczki.

Pierwszy dzień to prawie 4 000 metrów przewyższenia podczas 50 km, to więcej niż większość polskich ultramaratonów. A potem przecież 4 kolejne dni. Problemem będzie narastające zmęczenie, zmęczenie obciążeniami po stromych zbiegach. Problemem mogą być wszelkie odciski i skaleczenia. Kiedy mikrourazy dzień po dniu nakładają się na siebie. Do tego wszystkie noclegi będą odbywać się w warunkach dosyć surowych. W namiotach, bez gwarancji gorącego prysznica i miękkiego łóżka. To na pewno nie będzie sprzyjać regeneracji. W zasadzie dzień będzie się składał z biegu, jedzenia i snu. Czy zdołam więc uzupełnić ubytki energetyczne. Czy zdołam choć trochę odpocząć, by stawić czoła kolejnemu dniu. By starczyło siły na to, kiedy po błędach nawigacyjnych nadrobić kolejne dodatkowe kilometry.

Mam nadzieję.

Patronat medialny:

bieganie_logo_bez_tla

 

LOGO_MAGAZYNBIEGANIEPL_bez_tla

podpis2

logo

LOGO-festiwal biegowNOWE

Patronat rzeczowy:

NBR_logo_kolor_poziom

etixx_podglad
logo-mountain-king-jpg